Nowa Wieś - Lötzen


zdjęcia historyczne pochodzą : ze zbiorów prywatnych, ze strony www.chomikuj.pl, www.bildarchiv-ostpreussen.de  ,www.ofg.pl, www.sercemazur.pl, oraz dzięki uprzejmości i zgody Pana Marka Kowalczyka wydawcy dwóch albumów "Giżycko na starych pocztówkach 1898-1945". Żródła historyczne w oparciu o książki "Giżycko z dziejów miasta i powiatu" , "Giżycko miasto i ludzie".

Wiek XI to okres wypraw krzyżowych, których celem była nie tylko znajdująca wówczas w rekach muzułmańskich Ziemia Święta, ale także inne miejsca, w tym część Europy zamieszkała przez pogańskie plemiona Bałtów, a w szczególności ziemie Prusów. Ludy Pruskie próbował nawracać święty Wojciech. Jego wyprawa z 997 roku zakończyła się śmiercią misjonarza. Jego ciało wykupił polski książę Bolesław Chrobry za cenę złota. Święty Wojciech został pochowany w Gnieźnie i w 999 roku kanonizowany. Około 10 lat po katastrofie misji świętego Wojciecha ruszyła w 1008 roku do kraju Prusów druga misja. Prowadził ją autor żywota świętego Wojciecha, biskup Bruno z Kwerfurtu (ur. około 974, zm. 1009 r.). Brunon wyruszył jednak inną drogą niż jego poprzednik. Święty Wojciech dotarł do ziemi pruskiej od strony ujścia Wisły, natomiast święty Brunon dostał się tam  od strony ówczesnej granicy Polski i Rusi, czyli z terenów obecnej ziemi łomżyńskiej. Misja Brunona z Kwerfurtu została podjęta z inicjatywy i z poparciem Bolesława Chrobrego, którego Bruno był serdecznym przyjacielem. Jeśli ktoś także to powiedział, że do tego księcia odnoszę się z uczuciem wierności i serdecznej przyjaźni pisał o Bolesławie do cesarza Henryka II to prawda. Rzeczywiście kocham go jak duszę moją i więcej niż życie moje”.
Misja Brunona z Kwerfurtu zakończyła się fiaskiem i męczeństwem misjonarza 9 marca 1009 roku, właśnie, jak się wydaje, w pobliżu brzegów Niegocina, na terenach zamieszkałych przez plemię Galindów. Jak głosi legenda: „nad wielkim, odległym jeziorem, a zatem nie nad najbliższym – patrząc na początek wyprawy , na przykład nie nad jeziorem Roś, Brunon nawrócił na wiarę chrześcijańską wodza imieniem Izygus (Izegup, Jesegup) i ochrzcił go oraz jego poddanych w wodach tego jeziora.
30 października 1910 r. na wzgórzu nad Niegocinem wzniesiono św. Brunonowi krzyż-pomnik, taki sam jak w Tenkitten na Sambii, gdzie według legendy poniósł śmierć św. Wojciech. Wzgórze to uznano za miejsce męczeństwa Brunona i jego osiemnastu towarzyszy, nie mając ku temu żadnych pewnych podstaw w źródłach historycznych. Podobnie miejsca śmierci św. Wojciecha należy szukać raczej w pobliżu Elbląga niż na Sambii. Później miano nawracać Prusów częściej mieczem niż dobrą nowiną. W walce z Prusami zginął syn Bolesława Krzywoustego, Henryk, książę sandomierski, malownicza postać polskiego średniowiecza, rycerz krzyżowy, który zawadził i o Ziemię Świętą. Przejściowe sukcesy odniósł w wojnach z Prusami Kazimierz Sprawiedliwy, któremu jacyś wodzowie pruscy składali hołd i trybut. Krzyżacy na stałe opanowali okolice Krainy Wielkich Jezior między 1277 a 1283 rokiem.

Przesmyk między jeziorami Niegocin, Wojsak a Kisajnem musiał być  w  odległych czasach drogą, którędy przechodziły karawany kupców śpieszących po żółty skarb bursztynu. Na tym przesmyku łatwo także było organizować obronę kraju przed najazdem ze wschodu i z południa lub w czasie walk między sąsiadującymi szczepami. Choć więc kronikarze XIII wieku określali całą okolicę Krainy Wielkich Jezior jako ogromną puszczę, w której tylko dziki zwierz gospodaruje, niepodobna nie dopatrzyć się w tym przesady, tym bardziej że i prace archeologów wskazują na liczne ślady odwiecznej działalności ludzkiej w tym regionie. W czasach pogańskich był to teren graniczny między plemionami pruskimi: Bartami i Galindami oraz pokrewnymi im Jaćwingami, zwanymi też Sudawami. Strzegł go obronny gród. I zapewne w tym właśnie grodzie na początku XI wieku rezydował możnowładca pruski – nawrócony na wiarę chrześcijańską przez św. Brunona – którego imię odnotowały kroniki. Łukasz David, pochodzący z Olsztyna historyk pruski z XVI wieku, twierdził, że gród Jesegupa leżał w odległości jednej mili od miejsca, w którym później zbudowano krzyżackie zamczysko. Trudno rozstrzygnąć kwestię, czy można uznać któreś z grodzisk, zinwentaryzowanych przez archeologów wokół Niegocina, za siedzibę owego możnowładcy pruskiego z przełomu X i XI stulecia. Wydaje się wątpliwe, by Łukasz David posiadał ku temu bardziej prawidłowe przesłanki. Z pewnością jednak to miejsce, w którym Krzyżacy wznieśli zamek, było także ufortyfikowane już w czasach pogańskich, rycerze zakonni zwykli byli bowiem zakładać swe zamki na fundamentach pruskich budowli obronnych.

W latach 1285-1340 r. pomiędzy jeziorami Niegocin, Wojsak a Kisajnem, komtur pokarmiński Meinhard z Querfurtu zbudował tu przy strudze rzecznej niewielką drewnianą strażnicę, być może z wykorzystaniem wcześniej istniejącego wczesnośredniowiecznego gródka. Pół wieku później strażnicę zastąpił zamek, główny jego budulec wciąż stanowiło drewno. Wystawiona z inicjatywy wielkiego mistrza Dietricha von Altenburg warownia wzmiankowana była w roku 1337 jako Haus Leczenburg - należała ona do grupy samotnych, zainstalowanych w głębi puszczy stanic, określanych w literaturze niemieckiej mianem Wildhaus. W 1365 roku Litwini napadli na zamek i doszczętnie go spalili. Była to zemsta księcia Litewskiego Kiejstuta, za wcześniejsze jego pojmanie w rejonie jeziora Ublik Wielki, z której to niewoli uciekł. Na zgliszczach tej budowli Krzyżacy wznieśli nowy, tym razem "prawdziwy" zamek z kamienia polnego i cegły , przeznaczony na siedzibę zakonnego urzędnika niższego szczebla, zwanego komornikiem.
Położony na wąskim przesmyku między dwoma jeziorami miał naturalne walory obronne, a ponadto otoczono go fosą. Zamek odgrywał dość poważną rolę w łańcuchu twierdz, skąd wychodziła agresja przeciw Litwie. Z pewnością bawił tu w 1379 roku sam wielki mistrz Winrich von Kniprode podczas swojej legendarnej podróży, kiedy wodami rzek i jezior opłynął całe Prusy i Mazowsze. Przez dziesiątki lat zamek nad Niegocinem wznosił sie samotnie wśród nieprzebytych borów. Pierwsze wsie powstały tutaj dopiero na przełomie XIV i XV stulecia. Były to Sterławki Wielkie (1387) i Sterławki Małe (1407). W połowie XV wieku zaczęli napływać na tereny pobliskiego zamku osadnicy mazowieccy, którzy już uprzednio skolonizowali południowe obszary państwa krzyżackiego i teraz szukali nowych terenów do zamieszkania. Podczas wielkiego antykrzyżackiego powstania zorganizowanego przez Związek Pruski
 (był to związek miast pruskich), które poprowadziło do interwencji Polski i zapoczątkowało wojnę trzynastoletnią (1454-1466) w okolicach wielkich jezior działała partyzantka chłopska. Polacy po zdobyciu zamku w 1455 roku doszczętnie go zburzyli. Władze krzyżackie ponownie wzniosły go na powrót po wojnie w mniejszych rozmiarach i w innym już miejscu - kilkadziesiąt metrów bliżej jeziora. W czasach krzyżackich zamkiem zarządzał urzędnik niższego stopnia, „pfleger”, po łacinie zwany prokuratorem, co w tłumaczeniu dosłownym oznaczało opiekuna, a w polskiej nomenklaturze urzędniczej średniowiecza odpowiadało tytułowi sprawcy.
Od sekularyzacji Prus w 1525 roku zamek stał się siedzibą starostów książęcych (amtshauptmannów), najwyższych dostojników prowincjonalnej administracji, posiadających rozległe kompetencje policyjne, sądownicze i wojskowe i sprawujących nadzór nad samorządem miejskim. Godność tę piastowali przedstawiciele arystokracji pruskiej, wyrosłej głównie spośród, obdarzonych przez Zakon dobrami ziemskimi, dawnych zaciężnych z wojny trzynastoletniej. Wśród nich znalazły się nazwiska Schliebenów, Dohnów, Kunheimów, Kanitzów, Kleistów, Finck-Finckensteinów, najczęściej zaś Lehndorffów, którzy nie opodal, w Sztynorcie, mieli swą magnacką rezydencję. Zamek został przebudowany w latach 1613-1614. Gotycka budowla otrzymała kształty w stylu renesansu. Dobudowano do niej skrzydła mieszkalne. Zamek ocalał w czasie najazdu tatarskiego na te tereny w 1657 roku.
W 1749 roku zamek uległ pożarowi, w wyniku którego skrzydła zostały zniszczone a w następstwie potem rozebrane. Podobny los po drugiej wojnie światowej spotkał budynek z basztą, a także część umocnień i fos. Po 1945 roku zamek odrestaurowano, a w latach 70-tych przekształcono w motel.Wkolejnych latach właściciele, którzy oszczędzając na jego remoncie pośrednio doprowadzili do katastrofy budowlanej (2000r). Kilka lat temu zamek odrestaurowano z przeznaczeniem na luksusowy ośrodek hotelowy.
Zamek usytuowany został w miejscu strategicznym, wykorzystano biegnący przy wschodniej stronie budowli istniejącą strugę, łączącą jeziora Niegocin z jeziorem Wojsak (w XVIII wieku istniejącą strugę pogłębiono i przekształcono w kanał łączący już Niegocin z Kisajnem) . Przedzamcze z budynkami gospodarczymi rozciągało się w kierunku jeziora Niegocin. Główny , trójkondygnacyjny dom zamkowy był niewielki , a całość budowli pasowała do standardu tzw. zamków komornickich, czyli najmniejszych umocnień krzyżackich, będących siedzibą niższych urzędników. Centralnym jego elementem był zachowany do czasów obecnych podpiwniczony, trzypiętrowy dom, wzniesiony z cegły na planie prostokąta o wymiarach ok 14,5x22 metry. Budynek główny i przylegający do niego wewnętrzny dziedziniec otaczały kurtynowe obwarowania oraz nawodniona fosa. Zamek średniowieczny zapewne nigdy nie miał wieży.

Pierwsi mieszkańcy

Już w czasach krzyżackich utworzyło się pod istniejącym już zamkiem niewielkie pod­grodzie,zamieszkałe przez rzemieślników pracujących na jego potrzeby. Następnie na obszarze 60 włók założono wieś, zwaną Nową Wsią. Jej mieszkańcom zezwolono na połów ryb na swe potrzeby oraz na bartnictwo i myślistwo „zgodnie z wcześniej ustalonymi warunkami”. W zamian zobowiązano ich płacenia Zakonowi od każdej włóki po jednym wiardunku (jedna czwarta grzywny) zwykłej monety pruskiej. Wymiar tłoki, czyli szarwarku, na rzecz zamku określono na czternaście dni rocznie, daninę w rybach dla komtura w Pokarminie i prokuratora w Barcianach — we­dle ich potrzeb, a dostawy zboża według zwyczajów krajowych. Proboszczowi przyznano cztery włóki ziemi, a mieszkańcy winni byli płacić rocznie po cztery szelągi, zagrodnicy zaś dostarczać po dwie kury. Nadto mieszkańców Nowej Wsi zobowiązano do utrzymywania w porządku mostu na drodze przy Niegocinie i do różnych innych posług wymienio­nych szczegółowo lub zaznaczonych zwrotem „według panującego zwy­czaju”. Przewodniczący samorządu wiejskiego, zasadźca, czyli lokator wsi, czuwać winien, by włóki nie były „puste”. Do niego należało sprowa­dzenie osadników, on troszczył się o to, by rolę zagospodarowano. Uposa­żano go za to wolną ziemią o obszarze sześciu włók. Uprawniano do wy­rokowania w drobnych sprawach cywilnych i karnych. Na jego rzecz wpływać miały trzy fenigi od grzywny z kar wyższego sądownictwa. W dokumencie, sporządzonym w języku niemieckim, nazwano go po polsku starostą, co jest niewątpliwie dowodem, że wieś miała polskich mieszkańców w czasach, kiedy nad okolicą jeszcze sprawowali władzę dostojnicy odziani w białe płaszcze z czarnymi krzyżami. Dokument loka­cyjny został bowiem wystawiony przez komtura z Pokarmina, Bernarda von Balzhofena, w roku 1475 i był odnowieniem starszego, zaginionego przywileju. Prawo magdeburskie, którym się wieś rządziła, zamieniał na chełmińskie. Nazwiska pierwszych mieszkańców wsi były trudne do wymówienia dla urzędników spisujących rejestry podatkowe. Z pewnością więc kilka na­zwisk z rejestru z 1513 roku przekręcono lub przetłumaczono na niemie­cki. Polakiem byli Barangkau (Baranek),jego sąsiad Barański, chłopi noszący imiona Stanisław i Jan. Polakiem był zapewne także karczmarz z Nowej Wsi, Simon Bredasky, na którego rzecz komtur z Pokarmina, Jan von Tieffen, wystawił przywile w 1488 roku, przyznając mu dwie włóki - nazywał się zapewne Szymon Brodowski lub Bredyński. Z dokumentu lokacyjnego wynika, że Nowa Wieś już w 1475 roku miała księdza.W 1508 r. funkcjonowały tu gospoda Bredyńskiego (lub Brodowskiego) oraz dwie karczmy, których właścicielami byli znany z imienia Józef i niejaki Czycki. Osada rozwijała się i już w 1509 r. jednego z mieszkańców Nowej Wsi, posiadacza czterech włók nazwano burmistrzem. Osada pretendowała do miana miasta. Zaczęto zabiegać o przyznanie praw miejskich. Podczas strasznej zarazy, przed którą książę Albrecht uciekł w lasy mazurskie, Nowa Wieś utraciła większość mieszkańcó, ale ćwierć wieku później w 1573 r. po wygaśnięciu epidemii, na ślubnym kobiercu stanęły 64 młode pary, był to dowód że miejscowość zaczynała się zaludniać. W pierwszej połowie XVII wieku przy drodze łączącej Nową Wieś z podgrodziem Giżycka zwanym Wolą rozłożyły się liczne zabudowania. Droga ta stała się główną osią miasta. Nowa Wieś stała się przedmieściem Giżycka, zwanym pierwotnie Wioską, potem zaś ulicą Nowowiejską. W 1612 roku wraz z przyznaniem Giżycku praw miejskich – włączono do niego resztę obszaru Nowej Wsi.

Nazwa miasta

Giżycko  podobnie  jak wiele  miast  mazurskich , przez dziesiątki  lat posiadało dwie nazwy : nazwa  niemiecka - Lotzen i nazwę polską - Lec. Póki  nie ustalono urzę­dowego brzmienia  tej nazwy  przywilejem  nadanym  w 1612  odnotowano  w dokumentach  różne  wersje : Lozenburg, Lotzen, Lezen, Lezzen, Leczeń,Liizen, Leissen. Pochodzenie tych nazwy snuły różne hipotezy. Według jednej z hipotez zamek otrzymał nazwę dlatego, że był ostatnią (loetzen) twierdzą, założoną przez Zakon na kresach państwa krzyżac­kiego. Inni przypuszczają, że niemieccy osadnicy przynieśli tę nazwę ze swej oj­czyzny. Istotnie  jest w Niemczech  miasto Liitzen,  sławne z bitwy, w której poległ  król szwedzki Gustaw Adolf, ale brak danych na to, że jacykolwiek
koloniści przybywali stamtąd do Prus. Jeszcze inni hi­storycy twierdzą, że zamek otrzymał swą nazwę od rycerza nazwi­skiem von Lotzen. Choć jednak kroniki zanotowały rodzinę tego na­zwiska, to na tyle późno, że można się spodziewać raczej, iż ona wzięła swe imię od nazwy zamku, a nie odwrotnie.W czasie dyskusji nad nazwą miasta, w latach 1945 1947 i później, polscy historycy i językoznawcy powszechnie stwierdzali, że nazwa Lotzen(czytaj „lecen") jest rdzennie niemiecka. Tymczasem historycy niemieccy przychylają się raczej do przekonania, że jest ona pocho­dzenia
staropruskiego, a nie wykluczają nawet jej polskiej etymolo­gii. Zwracają więc uwagę na podobieństwo między brzmieniem „le­cen" a „lecbark"(pierwotna nazwa Lidzbarka) lub „liski", co w staro-pruskim oznacza obóz. W swej „Chronik der Gemeinde Lotzen" pa­stor Ernest Trincker przytacza nawet tak zabawne próby wytłumacze­nia nazwy Lotzen jak hipotezę Wollwebera, że pochodzi ona od pol­skich „lejc" (uzdy), albo też od słowa „lecieć" tj. uciekać (a zamek był ucieczką przed niebezpieczeństwem, zaś pierwsi osadnicy zapewne uciekinierami z Mazowsza). Nieco prawdopodobniej wygląda hipoteza o pochodzeniu nazw „Lotzen" i „Lec" od słowa „leże", co w staropolszczyźnie oznaczało obóz (rozłożyć leże). Trzeba przy tym pamiętać, że Niemcy ,,z" czy „ż" czytają jak „c", zatem o przekształcenie słowa „leże" w „lecen" nie trudno.  Istnieje hipo­teza, wyprowadzająca nazwę Lotzen ze staropruskiego „liski"co również oznacza obóz. Może więc nazwa „liski" została przetłuma­czona przez polskich osadników na „leże", a potem zniemczona na „Lotzen"? Tę niemiecką formę Mazurzy przekształcili znowu na „Lec"i w tym brzmieniu używali jej po nasze czasy. Sądzić należy, że tezy o niemieckiej genezie dawnej nazwy Giżycka nie da się udowodnić. Również jednak i polskie jej pochodzenie wy­daje się mało prawdopodobne. W czasach, gdy powstawał gród nad Niegocinem, osadnictwo polskie jeszcze tu nie docierało. Wydaje się, że błąd w dotychczasowej dyskusji polegał na tym, iż nazwę Lotzen (Lec) traktowano jako wyjątkową i nie szukano pokrewieństwa dla niej np. w nazwach Oletzko (Olecko), Lyck (Łęk, pierwotna forma Ełku) itd. Jeżeliby takie pokrewieństwo dało się udowodnić, a uczy­nić to mogliby jedynie językoznawcy, którym zabytki mowy pru­skiej i staro litewszczyzny nie są obce — wówczas staropruski źródło słów dawnej nazwy Giżycka nie podlegałby wątpliwości.
Na mocy pokoju toruńskiego (1466 r.),kończącego wojnę trzynastoletnią (1454-1466) część terytorium Państwa  Zakonnego została bezpośrednio wcielona do Polski (tzw. Prusy Królewskie). Natomiast pozostała jego część, po traktacie krakowskim zawartym w 1525 roku między Zygmuntem III Starym a jego siostrzeńcem Albrechtem Hohenzollernem (między innymi słynny hołd pruski) stała się lennem Polski (tzw. Prusy Książęce). W roku 1525 wielki mistrz Albrecht Hohenzollern sekularyzował Zakon Krzyżacki, przyjął protestantyzm i ustanowił w Prusach świeckie księstwo, związane zależnością lenną z Królestwem Polskim. Zamek Lötzen stał się siedzibą starostów książęcych. Po tych wydarzeniach sytuacja Giżycka zmieniła się radykalnie. Obszar, na którym leżało znalazł się na najbliższych drogach łączących Lwów, Warszawę i Wilno z portami morskimi: Gdańskiem, Elblągiem i Królewcem. Wkrótce pocięto go licznymi traktami, na których zaroiło się od kupców i podróżnych. Ponieważ zapanował pokój, ziemię zaczęto przeistaczać w żyzny łan. W roku 1573, książę Albrecht Fryderyk wystawił przywilej podnosząc osiedle do rzędu miasta. Wyznaczył dla niego na prawie chełmskim 35 włók ziemi i 4 włóki lasu. Na miasto rozciągnięto nazwę przysługującą - Lec, Lotzen. Miały tu się odbywać 4 jarmarki i cotygodniowe targi w poniedziałki.  We wrześniu 1611 r. elektor brandenburski Jan Zygmunt sprawujący w Prusach Książęcych władzę lenną w imieniu chorego księcia Albrechta Fryderyka, zatrzymał się na kilka dni w giżyckim zamku. Miejscowość zrobiła na margrabim dodatnie wrażenie i kolejna prośba mieszkańców miasta już nie spotkała się  z odmową o prawa miejskie.
15 maja 1612 r. przygotowano w kancelarii królewskiej szczegółowy akt przyznający upragnione pełne prawa miejskie. Miastu przyznano resztę obszaru dawnej Nowej Wsi oraz dodatkowo dziesięć włók boru we wsi Jeziorowskie z obowiązkiem płacenia rocznie trzech grzywien czynszu i pięćdziesięciu grzywien zakupnego od włóki, przy czym margrabia zastrzegł sobie prawo polowania w tym borze. Nie powinno dziwić, że mieszkańcy Giżycka tak wytrwale zabiegali o uzyskanie dla swego miasta pełnych praw miejskich. Ich posiadanie gwarantowało wielkie korzyści polityczne i gospodarcze. Wtedy gdy wieśniacy w gruncie rzeczy zdani byli na łaskę i niełaskę szlachty i świadczy­li na jej rzecz ogromne daniny i powinności, miasta cieszyły się dużą nie­zależnością. Same gospodarzyły własnymi funduszami, same ustalały sobie prawa i obierały władze — radę z burmistrzem i ławę, to jest sąd miej­ski. Próby kontroli finansów czy rewizji zarządzeń magistratu, podejmo­wane przez władzę centralną, uchylały jako mieszanie się w wewnętrzne sprawy miejskiej społeczności. Powietrze miejskie — jak mówiono — czy­niło ludzi wolnymi. W miastach rzemieślnicy mogli organizować się, two­rzy cech. W miastach można było wprowadzać wiele spraw sprzyjają­cych rozwojowi handlu.Pierwszym burmistrzem miasta został Paweł Rudzki. W radzie za­siadło sześć osób,w ławie, czyli sądzie miejskim, również sześć osób. Wy­nagradzano je kwotą trzech grzywien prosessione, za każde posiedzenie. W Giżycku funkcjonowały te same zasady, na których opierały się samorządy miast Prus Książęcych Prus Królewskich. Jednak w prze­ciwieństwie do wielkich miast, które były niemal niezależnymi republi­kami — starosta książęcy skrupulatniej korzystał tu z prawa nadzoru.W Giżycku prawa obywatelskie przysługiwały ludności zamożnej. Dzielono je na pełne i ograniczone. Żeby otrzymać pełne prawa, przybysz musiał wpłacić trzydzieści grzywien, syn obywatela — cztery i pół grzy­wny. Były to poważne kwoty. W tym czasie roczny zarobek wyrobnika miejskiego wynosił sześć grzywien plus kurtka, spodnie, pończochy i dwie pary butów. Parobkom i dziewkom płacono w zamian za służbę jedynie odzieżą i wyżywieniem. Pierwsza wojna polsko-szwedzka szczęśliwie ominęła Giżycko. Druga wszakże przyniosła miastu katastrofę. Nieszczęście spadło na nie za rzą­dów burmistrza Fabiana Grajewskiego. Klęska przyszła nie z północy, ale z południa.

Odbudowa Miasta


W dniu 8 października 1656 roku wojska pruskie uległy w bitwie pod Prostkami wojskom hetmana Gosiewskiego. Posiłkujące Polaków dzikie hordy tatarskie zaraz zalały Mazury, siejąc mord, gwałty i grabież. Do Giżycka Tatarzy wtargnęli 10 lutego 1657 roku i puścili całe miasto z dy­mem. Ocalały tylko zamek, ratusz i kościół. Ponad tysiąc osób wymor­dowano lub porwano i sprzedano w niewolę na rynkach tureckich. Miasto właściwie przestało istnieć. W tym samym 1657 roku książę pruski porzucił Szwedów i przeszedł na stronę Jana Kazimierza. Ceną układu, zwanego welawsko-bydgoskim, było zwolnienie Prus Książęcych spod polskiego władztwa. Była to wysoka cena dla mieszkańców tej ziemi. Sejm pruski, stwierdzając, że za czasów polskich „wszystko utrzymywało się w upragnionej równowadze, równo­ści, pokoju i jedności”, protestował przeciw układom welawsko-bydgoskim. Opór stanów został jednak złamany. Uchwały sejmu pruskiego podejmowano kilka miesięcy po nieszczęsnej wyprawie Gosiewskiego. Widać, że wierność mieszkańców Prus Książęcych wobec Rzeczy­pospolitej wytrzymała i tę próbę. Przecież i od wojsk księ­cia pruskiego nie mogli spodziewać się także niczego dobrego. Mieszkańcy Bar­toszyc  w tym czasie zamknęli przed nimi bramy miasta, by nie dopuścić do rozboju i rabunku.W owych okrutnych czasach każde wojsko było nieprzyjacielem. Woj­ska zaciężne składały się z awanturników i straceńców, którzy zaciągali się do niego nieraz uciekając przed grożącym im za różne sprawki strycz­kiem. Żołdactwo, słowo wywodzące się od żołdu, jakim opłacano zaciężnych, stało się na wieki synonimem rozbójnictwa. Te niezdyscyplino­wane, zdziczałe watahy nie robiły różnicy między krajem własnym a nie­przyjacielskim i były prawdziwą plagą spokojnych mieszkańców. Żołdacy rabowali dobytek ludności, gwałcili kobiety, przy lada zwadzie zabijali mężczyzn.Po najeździe tatarskim Giżycko poczęło z wolna podnosić się z gruzów, a nowy, rozszerzony przywilej miejski z 1669 roku miał przyspieszyć ro­zwój miasta. Jednakże powojenne zubożenie całej wielkiej połaci Europy środkowej pociągnęło za sobą zastój w handlu i rzemiośle.  Wielki pożar 2 grudnia 1686 roku, który strawił 73 budynki i kościół, dopełnił miary klęski. 1679 roku mieszkańcy Giżycka wysłali do swego władcy, księcia pruskiego, błagalne pismo, by raczył odwołać decyzję o zakwate­rowaniu kompanii wojska w mieście, bo to byłoby dla mieszczan wielkim nieszczęściem. Prośbę giżyckiego magistratu załatwiono wówczas pozy­tywnie. Ale w XVIII wieku niewielkie oddziały wojska wielokrotnie sta­cjonowały w grodzie nad Niegocinem.Rada miejska wystąpiła w 1690 r. z prośbą o zwolnienie grodu z podatków państwowych, ciężarów publicznych i zakwaterowań. Z pisma rady, w którym prosiła ona o zwolnienie miasta z podat­ków państwowych, ciężarów publicznych i zakwaterowań, wynika, że w 1690 roku Giżycko z wszystkich polskich miast Prus Książęcych było miasteczkiem najbiedniejszy. Nie miało w ogóle dni targowych.Wkrótce sytuacja poprawiła się. Z dniem 19 października 1690 roku ustalało, że dniem targowym Giżycka będzie czwartek. Przez pewien czas wielu nadal zjeżdżało na targ do Giżycka w ponie­działki, pamiętając że niegdyś był to tutaj dzień targowy. Wydawało się więc, że miasto ma dwa targi tygodniowo. Prócz tego odbywały się tu cztery jarmarki  i roczny targ, na którym handlowano końmi i bydłem. W pierwszej połowie XVII wieku Giżycko znacznie powiększyło swój obszar, a zapewne też i liczbę lud­ności. Potem spadła na nie klęska wojenna, a gdy poczęło się z niej otrzą­sać, okazało się, że już nie leży przy owych traktach, lecz przeciwnie, za­murowane jest w dalekim zakątku państwa, które w 1701 roku otrzymało nazwę królestwa pruskiego. Giżycko pozostało więc miastem małym i bie­dnym.W XVII wieku nad miastem, w jego południowo-zachodniej części, górował zamek – prawie całkowicie zniszczony przez pożar w 1749 roku. Już w czasach krzyżackich utworzyło się pod zamkiem niewielkie pod­grodzie, zamieszkałe przez rzemieślników pracujących na jego potrzeby.W pierwszej połowie XVII wieku przy drodze łączącej owo podgrodzie, zwane Wolą, z dawną Nową Wsią rozłożyły się liczne zabudowania Giży­cka. Ta ulica stała się osią miasta, dawna Nowa Wieś jakby jego północ­nym przedmieściem, zwanym pierwotnie Wioską, potem zaś ulicą Nowo­wiejską. Centralnym punktem osiedla stał się rynek, mocno wydłużony, trapezowaty, powstały z rozszerzenia części drogi przecinającej go po przekątnej od południowo-zachodniego do północno-wschodniego narożnika. Miasto rozwijało się wokół rynku, z jednym odgałęzieniem w kierunku dawnej Nowej Wsi i drugim w stronę jeziora Niegocin. W 1613 roku mieszkańcy Giżycka wznieśli ratusz, prawdopodobnie w zachodniej pierzei rynku. Była to zapewne niewielka budowla. Nie­stety, brak opisów jej wyglądu i jakichkolwiek świadectw ikonograficz­nych. Spłonęła w wielkim pożarze miasta w 1822 roku. We wschodniej pierzei rynku stał kościół. Świątynia, w której niegdyś wygłaszali kazania Maciej z Brzostowa i Piotr Zenker, była niewielką, drewnianą budowlą. Rozpadła się w 1633 roku i w tymże roku wybudo­wano w Giżycku nowy kościół, murowany, długi 85 stóp, szeroki 45 stóp i wysoki na 14 stóp. Dzięki staraniom proboszcza, Kaspra Danowskiego (Dannoviusa), w 1642 roku dobudowano do tej świątyni wieżę z pięknym i kosztownym hełmem. Wnętrze udekorowano na chórze portretami ksią­żąt pruskich, podobno znakomitego pędzla. Ten kościół, stanowiący dumę miasta, spłonął w 1686 roku. Odbudowany znacznie skromniej, początko­wo nawet bez wieży, którą dodano mu dopiero w roku 1709, doznał uszkodzeń podczas burzy w 1818 roku, a ostatecznie rozpadł się w gruzy po pożarze w roku 1822. Ulice ani rynek nie były brukowane. Nocą nie oświetlano miasta. W wiekach XVII i XVIII Giżycko miało kilkadziesiąt budynków miesz­kalnych, przy każdym zaś jeszcze budynki gospodarcze. W 1692 roku, za rządów burmistrza Jana Jakunowskiego, dokonano lustracji Giżycka. Wykazała ona, że do miasta należało 76 włók. Giżycko miało wtedy 32 bu­dynki murowane, 5 domów, tak zwanych połówek, 48 drewnianych do­mów, zwanych budami, nadto 20 domków ogrodników czy też zagrodni­ków. Front największego domu liczył 83 stopy, najmniejszego murowa­nego zaś 49 stóp. Wszystkie domy miały po jednej izbie i komorze. Lu­stratorzy wyrażali zdziwienie, że mieszczanie nie pobudowali dla siebie przestronniejszych budynków, choć miejsca na to nie brakło, bo zabu­dowa Giżycka była luźna i spora odległość dzieliła dom od domu. Wszystkie domy kryto strzechami ze słomy. O pożary nie było zatem trudno. Giżycko płonęło w latach 1657, 1686 i 1756. 8 marca 1786 roku pożar strawił blisko sto budynków mieszkalnych i gospodarczych. Schwy­tano wówczas dziewczynę, która z zemsty podłożyła ogień pod dom swych chlebodawców. Po wymyślnych mękach ścięto ją publicznie, a ciało spa­lono na stosie. Egzekucja odbyła się za miastem. Giżycko miało w 1692 roku trzy studnie publiczne, a prywatnych niemal tyleż co domostw. Jednakże aż do połowy XIX wieku mieszkańcy, jak wówczas wszędzie, mało dbali o osobistą higienę. Nie myto ciała rano i wieczorem ani rąk przed jedzeniem, kąpano się rzadko i jeszcze rzadziej zmieniano bieliznę. Nieczystości wylewano z domów wprost na ulicę. Co pewien czas nawiedzało mieszczan „powietrze”, oprócz ognia, głodu i woj­ny najstraszniejsza klęska dawnych czasów. W latach 1709-1711, w czasie wojny północnej, zaraza szalała w całej środkowej Europie. Zima z roku 1708 na 1709 była niezwykle surowa i długa. Rzekomo ptaki zamarzały na śmierć w locie, bydło w stajniach, a ludzie w łóżkach, w pościeli. Wygłodniałe wilki i niedźwiedzie miały jakoby zapuszczać się w poszukiwaniu żeru do wsi i miasteczek. Jeszcze w maju ziemia była zamarznięta na metr głęboko, a Bałtyk pokryty lodem dziesiątki kilometrów od brzegu. Z pewnością w opisach tej zimy było wiele przesady, gdańszczanin, Fahrenheit, najniższą temperaturę, jaką od­notował w rodzinnym mieście, określił bowiem na 0°, w skali swego imienia, co odpowiada —18° Celsjusza. Niemniej zima ta pogrzebała w śniegach Rosji i Ukrainy doborową armię szwedzką Karola XII. Lato 1709 roku było nader nieurodzajne. Za zboże żądano pięć razy wyższe ceny niż w latach poprzednich. Zapanował głód. I wtedy na wynędzniałą ludność spadła „czarna śmierć”, ostatnia w Europie wielka epidemia dżumy. W ciągu kilku miesięcy w Giżycku zmarło ponad osiemset osób, prawie cała ludność miasteczka. Zmarli obaj duchowni: pastor Jerzy Boretius (Borecki), ojciec wybitnego lekarza, oraz diakon Daniel Pomian Pessarovius (Pesarowski), wnuk owego patriarchy, sławnego z tego, że dożył stu dwu lat i wszystkich sześciu synów wykształcił na pastorów. Klęsce towarzyszyły powszechna panika i rozstrój społeczny. Ciała leżały nifc pogrze­bane. Z domostw, gdzie wymarły całe rodziny, rabowano ruchomości, żywność i odzienie, nie bacząc, że właśnie przez to przenosi się zarazę i sobie gotuje śmierć. Nie miano żadnego posłuchu dla władzy, tym bar­dziej że świeże były jeszcze w pamięci zamieszki, kiedy to w 1708 roku demonstrowano niezadowolenie z wyboru burmistrza, Krzysztofa Grosza. W księdze chrztów parafii giżyckiej z 1711 roku zamieszczono wiersz ła­ciński, w którym autor błagał Wszechmocnego, „aby napełnił tę ziemię nowym ludem, bo złowieszcza zaraza spustoszyła ją niezmiernie”. O owej klęsce moru śpiewano też smutne polskie pieśni. Zakład, noszący nazwę szpitala, działał w Giżycku od 1581 roku. Nie był to jednak zakład leczniczy, a przytułek dla ludzi starych i ubogich. W dziedzinie lecznictwa mieszkańcy Giżycka korzystali jedynie z pomocy cyrulików lub znachorów. W 1680 roku księgi kościelne wymieniły chi­rurga Abrahama Droza, praktykującego w Giżycku. Nie był to wszakże wykształcony lekarz, lecz cyrulik umiejący puszczać i tamować krew, le­czyć rany i zestawiać złamane kości. Od 1708 roku miasto miało aptekę. Jednakże jako środki przeciw dżumie zalecano palenie tytoniu i noszenie amuletów.Do postępu medycyny w XVIII wieku przyczynił się syn Giżycka: Ma­ciej Ernest Borecki. Urodził się on w grodzie nad Niegocinem 18 maja 1694 roku w rodzinie pastora. Podobnie jak ojciec używał, zgodnie z po­wszechnie panującą wówczas modą, zlatynizowanej formy swego nazwi­ska: Boretius. Po ukończeniu studiów na uniwersytecie w Królewcu wiele podróżował i w Holandii uzyskał doktorat za pracę poświęconą florze mazurskiej. W Anglii był świadkiem pierwszych pomyślnych prób szcze­pienia ospy. Propagował je później w kraju ojczystym, między innymi ogłaszając w 1722 roku traktat Observatoriam exoticarum specimen pri- mum. W roku 1724 został profesorem uniwersytetu w Królewcu. W roku 1730 demonstrował układ tętniczy ciała ludzkiego uprzednio wypełniony masą woskową, co było wówczas nowością w Prusach. Propagował zioło­lecznictwo. Zainteresowania miał bardzo rozległe: był sławnym lekarzem, lecz i znakomitym botanikiem, zajmował się także anatomią porównawczą roślin i zwierząt. Ogłosił drukiem wiele prac naukowych. Obsypany pod koniec życia zaszczytami zmarł 4 października 1738 roku w Królewcu przeżywszy ledwie czterdzieści cztery lata. Zaraz po wielkiej zarazie z lat 1709 - 1710, gdy wsie i miasta były wyludnione, a ziemia leżała odłogiem, pod­jęto pierwszą poważniejszą próbę germanizacji Mazur. Władcy Prus po­częli ściągać nowych osadników nie z Mazowsza, jak dawniej, ale z głębi Niemiec. Koloniści nie spotkali się z życzliwym przyjęciem. Zarządzenie z 1713 roku przestrzegało, by „fałszywymi pogłoskami nie odstraszano przybyszów przed osiedleniem i nie wyzywano ich obelżywie”. 
Administracja miasta
W 1752 roku dokonano reformy administracyjnej: zlikwidowano starostwa, na których czele stali starosto­wie, zwykle pochodzący z miejscowej szlachty. Wprowadzono wówczas wieloinstancyjny system administracji publicznej, zmierzający do centra­lizacji władzy i oddania jej w ręce biurokracji. System ten zreformowano w 1818 roku. Powstały wówczas powiaty, które w niezmienionej formie przetrwały do schyłku roku 1944. Powiat giżycki wchłonął obszary da­wnych starostw giżyckiego, ryńskiego i w znacznej części oleckiego. Na czele powiatu stał starosta powiatowy (landrat). W 1758 roku, podczas wojny siedmioletniej między Prusami a Rosją, do Giżycka wkroczyły wojska rosyjskie. Urzędnicy i obywatele miasta złożyli carycy przysięgę na wierność.
Przysięgali między innymi: Kostka, Szkolnik, Iwanowski, Królowie, Jeromin, Wilimczyk, Drygalscy, Peński, Dorowski, Naguszewski, Poraj, Nowosz. Król pruski, Fryderyk II, do końca życia nie mógł wybaczyć mieszkańcom Mazur, że opuścili go w niepowo­dzeniu. „Nie kochają pruskiej ojczyzny” .